,,Porażka jest gorsza od śmierci, bo po porażce trzeba się obudzić” - zwykł mawiać Czesław Michniewicz. Poderbowy poniedziałek dla wszystkich w Gdyni był z pewnością bardzo trudny do udźwignięcia. Podopieczni Tomasza Grzegorczyka nie dali rady w Gdańsku zakończyć kryzysu i odkupić swoich win. Skończyło się na czwartej porażce z rzędu i dalszym oczekiwaniu na trzy punkty - trwa ono już bardzo długo, bo aż od 17 sierpnia. Teraz jednak po raz kolejny dzwoni budzik i Gdynianie nie mają już możliwości wybrać opcji drzemki. Żółto-niebiescy jak wody potrzebują bowiem punktów, a po drugiej stronie boiska stanie drużyna, z którą mają rachunki do wyrównania - to ona zamknęła przecież Arkowcom drogę do utrzymania w końcówce poprzedniego sezonu. Czy zespół Grzegorczyka zdoła pozytywnie zareagować na porażkę w derbach i przełamać przeciągającą się bessę? W sobotę o 15:30 Arka podejmuje w Gdyni KS Nieciecza.

Obie ekipy spadły z Ekstraklasy w tym samym czasie i w bardzo podobnym stylu - od wielu tygodni zapowiadało się bowiem na degradację zarówno popularnych ,,słoni”, jak i żółto-niebieskich. Tutaj jednak paralele się kończą - od momentu relegacji kluby obrały całkowicie inny azymut i swój plan powrotu do elity postanowiły realizować, podążając w różnych kierunkach. W Małopolsce postawiono na stabilizację - na stanowisku trenera pozostał doskonale znający miejscową specyfikę Marcin Brosz, a w kadrze zespołu nastąpiły jedynie kosmetyczne zmiany, które nie wywróciły do góry nogami modelu gry. Działacze z Niecieczy uniknęli rewolucji, dali zaufanie szkoleniowcowi i stworzyli zawodnikom okazję do szybkiej rehabilitacji za nieudany poprzedni sezon. W drugiej połowie października póki co wygląda na to, że klub z gminy Żabno jest kolejnym dowodem na znaczenie cierpliwości w piłce. Wprawdzie po dwóch zwycięstwach na początek rozgrywek Niecieczanom przydarzyły się trzy porażki z rzędu, ale ostatnia z nich miała miejsce 22 sierpnia - od tamtego czasu podopieczni Brosza zanotowali 4 zwycięstwa i 2 remisy, windując się na 3. lokatę w tabeli z taką samą liczbą punktów, co druga Polonia Warszawa, i zaledwie oczkiem deficytu do liderującej Pogoni Grodzisk Mazowiecki. W bramce gości stanie w sobotę Adrian Chovan, a przed Słowakiem Brosz ustawi Macieja Jaroszewskiego, Lucasa Masoero, Artema Putiwcewa i Miłosza Kozika. W roli defensywnego pomocnika obejrzymy w Gdyni Krzysztofa Kubicę, przed którym operować będą Rafał Kurzawa i Wojciech Jakubik. Za konstruowanie akcji w trzeciej tercji odpowiadać będą autor 3 goli i 5 asyst w tym sezonie Damian Hilbrycht oraz Radu Boboc ustawieni za plecami Ivana Durdova - choć należy pamiętać, że najlepszym strzelcem zespołu z 6 bramkami jest Kamil Zapolnik, który ostatnio wskutek problemów zdrowotnych wchodził na murawę głównie z ławki, a w sobotę być może będzie już do dyspozycji trenera od pierwszej minuty. Jak widać, wyjściowa jedenastka Niecieczy nie zmieniła się mocno w porównaniu ze spotkaniem, które miało miejsce na Stadionie Miejskim w Gdyni 18 maja i które stanowiło gwóźdź do trumny w ekstraklasowej przygodzie Arki. Pięć miesięcy później drużyna spod Tarnowa znów przyjeżdża nad morze i znów zamierza sięgnąć po pełną pulę, w dużej mierze wykorzystując do tego tych samych ludzi, którzy wywiązali się ze swoich obowiązków jeszcze na najwyższym poziomie rozgrywkowym.

Przed derbami zacytowaliśmy Pana Trenera Leszka Ojrzyńskiego, który w jednym z wywiadów powiedział, że trudności to błogosławieństwa w przebraniu. Nie spodziewaliśmy się, że piłkarze Arki postanowią w takim razie poszukać jeszcze większej dawki błogosławieństw. W tym momencie żółto-niebiescy pozostają bez zwycięstwa w I lidze od 58 dni. W tym czasie zdążyli dwa mecze zremisować i aż pięć razy wyłapać w czapę od rywali, w ostatnich tygodniach notując paskudną bessę czterech klęsk z rzędu. Przegrane derby oczywiście bolą z tego wszystkiego najbardziej, bo przy tym aspekcie dochodzą jeszcze względy honorowe, ale w sobotę o przełamanie złej serii wcale nie będzie łatwiej - po pierwsze drużyna Marcina Brosza znajduje się obecnie w gazie i jej forma gołym okiem zwyżkuje, a po drugie Nieciecza jest przeciwnikiem, który wyjątkowo Arce nie leży. W 23 dotychczasowych konfrontacjach Gdynianie zwyciężyli zaledwie 4 razy przy 4 remisach i aż 15 wygranych popularnych ,,słoni”. W przypadku spotkań na własnym boisku te statystyki również nie zachęcają - mowa bowiem o 3 triumfach żółto-niebieskich, 2 podziałach punktów i 6 wiktoriach Niecieczan. Do tego dochodzi świeża pamięć zbiorowa o meczu z 33. kolejki poprzedniego sezonu, kiedy Arka walczyła o podtrzymanie swoich nadziei na utrzymanie i w 52. minucie dzięki trafieniom Edu Espiau i Vladislavsa Gutkovskisa wyszła już nawet na prowadzenie 2:1, ale gole Arkadiusza Kasperkiewicza w 74. minucie i Ivana Durdova w doliczonym czasie gry strąciły Gdynian do pierwszoligowych czeluści. Teraz trzeba jednak te wszystkie demony przegonić. Nie patrzymy na razie w tabelę, bo tam straszy. Wierzymy, że to sytuacja tymczasowa, ale Arkowcy muszą zacząć grać w piłkę. Przy wszystkich komentarzach o nieudanym projekcie Marka Jarolima, przy głosach o fatalnym przygotowaniu fizycznym do sezonu, przy zmarnowanym okresie przygotowawczym - dla tych zawodników ich obecna dyspozycja i to, jak wyglądają na boisku, powinno być jednak pewną ujmą na honorze. Może brakuje tutaj umiejętności na walkę o awans, ale gra tego zespołu nie ma prawa wyglądać aż tak katastrofalnie, jak w minionych tygodniach. Najwyższy czas się obudzić. Sobotnie zawody będą miały pewien szczególny wymiar dla Macieja Ambrosiewicza, Vladislavsa Gutkovskisa i Dawida Kocyły, którzy w przeszłości reprezentowali barwy ,,słoni”, natomiast to wszystko ma w tym momencie drugoplanowe znaczenie. Najważniejsze, by trzy punkty zostały w Gdyni. Za wszelką cenę.

,,Co mi, Panie, dasz, w ten niepewny czas? Jakie słowa ukołyszą moją duszę, moją przyszłość na tę resztę lat?”, śpiewał zespół Bajm. Podobne pytania zadają sobie kibice Arki w newralgicznym punkcie najnowszej historii klubu. Jaki scenariusz przygotowały niebiosa dla żółto-niebieskiej społeczności? Ile jeszcze gorzkich pigułek trzeba będzie przełknąć, by móc zaznać słodyczy? Ile razy kibice będą powtarzać za Beatą Kozidrak ,,i czy warto, czy nie warto, mocną wódę leję w gardło, by ukoić żal”? O tym wszystkim zadecyduje dojrzałość i odpowiedzialność piłkarzy i sztabu szkoleniowego w najbliższych tygodniach. Miłości do Arki nie mierzy się w wynikach, kilometrach, godzinach czy pieniądzach. Ta miłość jest bezwarunkowa, dlatego zapraszamy wszystkich kibiców do przybywania na stadion i głośnego dopingu. Tylko dzięki silnej konsolidacji całego środowiska uda się przełamać złą passę i ruszyć z miejsca. Nigdy cię nie zdradzimy, nie opuścimy cię, jesteś naszą miłością, Arko, kochamy cię!