Tak krawiec kraje, jak mu materiału staje. Obecna drużyna Arki jest jedną z najsłabszych w XXI wieku. Kibicom krwawią oczy od oglądania żółto-niebieskich na murawie, ale trzeba robić swoje, by nie obudzić się z ręką w nocniku, bo zawsze może być jeszcze gorzej. Dlatego musimy przymknąć oko na cierpienie, jakie w ostatnich miesiącach sprawiają nam zawodnicy, i głośnym dopingiem sprawić, by w kolejnym meczu walczyli o zwycięstwo. Sytuacja jest poważna - wielkimi krokami zmierzamy do końca rundy jesiennej. Trzeba ratować, co się da. W starciu 14. kolejki okazja do podreperowania dorobku jest idealna - po drugiej stronie boiska stanie bowiem drużyna będąca absolutnie w zasięgu podopiecznych Tomasza Grzegorczyka, przeżywająca swoje problemy i jednocześnie zespół, który jeszcze nigdy nie wygrał w Gdyni. Czy będziemy mieli okazję do świętowania po ostatnim gwizdku? W sobotę o 15:30 Arka podejmuje na Stadionie Miejskim Podbeskidzie Bielsko-Biała.

ea3b35aa_lewkot-puszcza.jpg

Marcin Włodarski w czwartek obchodził rocznicę pracy przy ul. Rychlińskiego. W tym czasie zdołał jeszcze na poziomie II ligi dźwignąć zespół z 13. miejsca w tabeli na 4. lokatę na koniec sezonu, a w barażach odprawić rezerwy Śląska Wrocław i Sandecję Nowy Sącz, dzięki czemu Podbeskidzie po dwóch latach przerwy wróciło na zaplecze Ekstraklasy. Trener znany ze świetnej pracy z młodzieżą - czy to w juniorskich reprezentacjach Polski, czy w bazującym przecież na narybku swojej akademii Zagłębiu Lubin - wykręcił w Bielsku-Białej znakomity rezultat. Zyskał w ten sposób zaufanie osób decyzyjnych w klubie i… cierpliwość, z której korzysta w tym momencie. Podbeskidzie wygląda bowiem w trwającej kampanii bardzo anemicznie, do tej pory wygrało tylko dwa mecze, a pierwsze z tych zwycięstw nastąpiło dopiero w… 10. kolejce. Trzeba jednak dodać, że Bielszczanie u progu rozgrywek stali się pewną anomalią - spośród początkowych dziewięciu spotkań… aż osiem zremisowali. Podopieczni Włodarskiego mogliby reaktywować mema, który jakiś czas temu był popularny w internecie, przedstawiającego Piasta Gliwice mówiącego ,,ale się naremisowałem, aż nie mogę się ruszać… zremisuję jeszcze”. W tym momencie czerwono-biało-niebiescy okupują 14. pozycję w pierwszoligowej stawce, dysponując takim samym dorobkiem punktowym, co Arka. Należy natomiast podkreślić, że z ostatnich czterech spotkań wygrali dwa, więc widać, że w ich formie coś drgnęło. Podbeskidzie jeszcze w tym sezonie nie wygrało na wyjeździe i wolelibyśmy, by jeszcze przez jakiś czas tak pozostało. W bramce popularnych ,,górali” stanie w sobotę 20-letni Szymon Brańczyk. Tercet defensywny utworzą Kamil Sochań, Marcin Biernat i były zawodnik Arki Arkadiusz Kasperkiewicz, który przy ostatniej swojej wizycie w Gdyni strzelił gola dla Niecieczy w spotkaniu, które zadecydowało o spadku żółto-niebieskich z Ekstraklasy. Na bielskich skrzydłach mecz rozpoczną Toki Hirosawa i Daniel Pietraszkiewicz, a w środku pola Włodarski desygnuje do boju dwóch piłkarzy spośród trójki Marcin Urynowicz (4 gole w tym sezonie defensywnego pomocnika), Aleksander Iwańczyk, Oskar Sewerzyński. Za konstruowanie akcji w tercji ataku odpowiadać będą świetnie wyszkolony technicznie Michał Rakoczy oraz Wojciech Słomka zainstalowani za plecami Lucjana Klisiewicza (3 bramki i 2 asysty w trwającej kampanii napastnika ,,górali”). Kontuzjowani są Konrad Forenc i Krzysztof Kolanko. Zawodnicy Arki z pewnością muszą uważać na wysokiego i silnego fizycznie Klisiewicza, który potrafi wykończyć dośrodkowanie strzałem głową i pod względem profilu piłkarskiego mocno przypomina Vladislavsa Gutkovskisa. Trzeba też mieć oko na środkowych pomocników, zwłaszcza na potrafiącego uderzyć z dystansu Urynowicza, bo wszyscy lubią wesprzeć ofensywę w wypełnieniu pola karnego. Podbeskidzie ma za to problemy z fazami przejściowymi i z piłkami zagrywanymi za plecy obrońców - warto korzystać z tych wskazówek w trakcie sobotnich zawodów.

8f19954c_gojny-puszcza.jpg

Cztery punkty w ostatnich dwóch meczach ligowych żółto-niebieskich są oceniane przez Tomasza Grzegorczyka jako dobry wynik. I na papierze rzeczywiście wyglądają obiecująco - w końcu jest to jakiś punkt odbicia od ciągłych porażek Gdynian w tym sezonie. Tyle, że w tej optyce brakuje kontekstu. A ten jest taki, że po drodze nastąpił jeszcze blamaż w Pucharze Polski, z kolei w spotkaniu w Głogowie zespół, mimo wywalczonego jednego punktu, znów wyglądał bardzo słabo. Ktoś powie, że taki obraz rywalizacji był wynikiem czerwonej kartki Javiego Domingueza, ale w jakim miejscu my jesteśmy, jeśli chcemy tłumaczyć triumfalistyczne spojrzenie na bezbramkowy remis z Chrobrym kryminalnym faulem miernego piłkarza? W sobotę Hiszpan w sposób naturalny pauzuje, do składu po kartkowej karencji wróci za to Serafin Szota. Na boisku jest do podniesienia bardzo wiele - nasz sceptycyzm co do ostatnich zdobyczy punktowych jest zdrową reakcją na wydarzenia ostatnich miesięcy, natomiast jeśli Gdynianie ograją podopiecznych Włodarskiego i będziemy mogli mówić o siedmiu oczkach w trzech kolejkach, to już w pewien sposób zamknie nam usta, bo rzeczywiście byłby to dorobek relatywnie rokujący. Bilans spotkań z Podbeskidziem jest szalenie korzystny dla Arki, która wygrała 7 meczów przy 6 remisach i tylko jednym zwycięstwie Bielszczan. W przypadku konfrontacji odbywających się w Gdyni liczby prezentują się jeszcze efektowniej - 5 triumfów żółto-niebieskich, 2 remisy, 0 wygranych Podbeskidzia. Warto nie zepsuć tych statystyk. Tym bardziej, że podopieczni Grzegorczyka potrzebują punktów na gwałt - w tym momencie plasują się na 13. lokacie w tabeli z 15 oczkami na koncie - tyle samo posiadają Bielszczanie i jest to zarazem dorobek trzymający obie ekipy jedynie dwa punkty ponad czerwoną strefą. Trzeba koniecznie wydrzeć pełną pulę, by poprawić sobie humory przed przerwą na reprezentację i trochę ustabilizować pozycję w tabeli. W ramach informacji o sprawach ważnych przypominamy, że wokół sobotnich zawodów odbędzie się szereg akcji promujących profilaktykę męskiego zdrowia - gorąco zachęcamy wszystkich kibiców do bezpłatnego przebadania się.

9c62206b_gruszkowski-puszcza.jpg

Jedną z największych trudności w dorosłym życiu jest dźwiganie zmienności swojego położenia. Jednocześnie wielką i cenną umiejętność stanowi sprawne adaptowanie się do nowych warunków. Ten sezon jest bardzo ciężki dla kibiców Arki, bo dominującą nutą smakową jest w nim rozczarowanie. Miarą naszego męstwa będzie jednak odnalezienie się w sytuacji, której nikt się nie spodziewał. Żółto-niebieskim idzie jak po grudzie, natomiast im szybciej wszyscy skupimy się na jak najlepszym wywiązywaniu się z naszych obowiązków, tym szybciej ta maszyna ruszy do przodu - może ospale, może mozolnie, może powolnie, ale będzie się przesuwać. Dlatego zapraszamy wszystkich kibiców do przybywania na stadion i gorącego dopingu. Gdy nic łatwo nie idzie, trzeba ograć Podbeskidzie. Ole ole, Areczka ole ole!